Zamknij Zamknij

Czy miasta powinny ratować niewypłacalne kluby piłkarskie?

„Czy klub piłkarski może ogłosić upadłość?” – zapytał mnie ostatnio teść po sobotnim meczu Górnika Zabrze z Pogonią Szczecin. Na to pytanie należałoby odpowiedzieć przewrotnie, że nie tylko mogą, ale czasem powinny.

Funkcjonowanie klubów piłkarskich w przestrzeni prawnej i ekonomicznej

Większość klubów piłkarskich na najwyższych szczeblach polskich rozgrywek funkcjonuje w formie spółki akcyjnej. Wszak kluby piłkarskie to najczęściej spółki prawa handlowego będące przedsiębiorcami w rozumieniu art. 431 k.c i nie są wyłączone spod reżimów Prawa upadłościowego. Jeśli zatem taki podmiot stanie się niewypłacalny, zarząd powinien złożyć wniosek o ogłoszenie upadłości.

Zarządzanie płynnością finansową spółek piłkarskich jest związane z wieloma ryzykami. Sukces zależy bowiem w przeważającej mierze od czynnika ludzkiego, w tym formy piłkarzy. Długie, wysokie kontrakty i brak sukcesów sportowych mogą bardzo szybko zachwiać równowagą finansową. Trudno też przewidywać konkretne przychody sportowe, a symulacje i predykcje finansowe są często skazane na niepowodzenie. Jednocześnie branża ta charakteryzuje się ponadprzeciętnym ryzykiem inwestycyjnym.

Pomoc publiczna ratunkiem przed upadłością

Można by się spodziewać, że branża o tak wysokim ryzyku powinna generować więcej upadłości niż wiele innych sektorów gospodarki. Tymczasem jest odwrotnie. Wynika to z polityki dużych miast, które chętnie przeznaczają publiczne pieniądze na ratowanie klubów piłkarskich. Co roku z budżetów polskich miast do klubów piłkarskich trafiają setki milionów złotych, które służą m.in. spłacie nieregulowanych, wymagalnych zobowiązań pieniężnych.

Tytułem przykładu: Piast Gliwice ma w 2026 r. otrzymać 18 mln PLN, Motor Lublin ma otrzymać 5 mln PLN, Pogoń Szczecin – 6 mln PLN, Korona Kielce – 4 mln PLN, a Śląsk Wrocław, znajdujący się w niższej klasie rozgrywkowej, około 40 mln PLN.

Tak duże wsparcie budzi spore kontrowersje. Wszak inni lokalni przedsiębiorcy, w kryzysie finansowym, nie mogą liczyć nawet na część takiego wsparcia. Niektórzy pytają, dlaczego mieszkańcy mają utrzymywać drogie kontrakty piłkarzy i funkcjonowanie całego klubu. Miasta tłumaczą to koniecznością realizacji zadań własnych obejmujących kulturę fizyczną i turystykę, potrzebą finansowania szkolenia młodzieży i dzieci oraz promocją klubu i miasta.

Czy miasta traktują innych przedsiębiorców gorzej od klubów piłkarskich?

Te argumenty nie przekonują wszystkich, a zwłaszcza lokalnych przedsiębiorców. Cele, o których mówią włodarze miast, mogą zostać zrealizowane w inny sposób. Sztuczne przekazywanie środków pieniężnych poprzez dotacje, pożyczki czy dokapitalizowanie spółek stawia pod znakiem zapytania równość lokalnych przedsiębiorców oraz zachowanie dyscypliny finansów publicznych. Kluby piłkarskie prowadzone w formach spółek prawa handlowego powinny czerpać przychody z praw medialnych, sponsoringu i reklam, sprzedaży biletów i innych produktów klubowych, transferów piłkarzy oraz – wreszcie – sukcesów sportowych.

Zdrowe podejście do gospodarki wolnorynkowej wymaga zgody na upadłość nawet pięknych i szlachetnych inicjatyw sportowych czy przedsiębiorstw, które kilka lat wcześniej miały znakomite obroty i konkurowały na rynku międzynarodowym. Upadłość jest elementem oczyszczenia gospodarki z niewypłacalnych podmiotów, co często otwiera drogę rozwoju innym przedsiębiorcom. Zasady te niestety doznają uszczerbku w przypadku klubów piłkarskich.

Można kochać piłkę nożną i kibicować lokalnemu klubowi. Ale czy to oznacza, że powinniśmy finansować jego straty z podatków? Czy Państwa zdaniem powinniśmy co roku dokładać miliony złotych na utrzymanie piłkarzy i klubów? Gdzie kończy się wsparcie sportu, a zaczyna nieodpowiedzialne wydawanie pieniędzy publicznych?

Autor: M.T.

Przekształcamy chaos w harmonię

Restrukturyzacja na miarę Twoich potrzeb